Międzynarodowy sędzia rajdowy buduje jachty

Międzynarodowy sędzia rajdowy buduje jachty

Na co dzień jest Kierownikiem Szlifierni, ale poza godzinami pracy jego pasją jest sędziowanie w rajdach samochodowych. W środowisku motoryzacyjnym cieszy się ogromnym szacunkiem i poważaniem. Grzegorz Kamiński o sobie mówi: Tak jak każdy mały chłopiec lubię samochodziki.

Gdy słyszę rajdy samochodowe, wyobrażam sobie człowieka, który z pasji się ściga, natomiast bycie sędzią…

– Tak jak każdy mały chłopiec lubię samochodziki. Jeździłem od małego, oczywiście najpierw w roli pasażera, potem samodzielnie…. Szalałem z motocyklem, później samochodem. Niestety koszt udziału w rajdach jest na tyle duży, że niestety mnie na to nie stać, ale poprzez styczność z tym środowiskiem rajdowym i Autoklubem, z rajdami amatorskimi, czy też KJS-ami(Konkursowa Jazda Samochodem), wciągnąłem się w inny sposób w świat motoryzacji i próbuję tę pasję realizować jako sędzia.

Sędziowanie podczas rajdów wymaga uprawnień?

– Naturalnie. Wszystkie takie uprawnienia posiadam.  Na tę chwilę posiadam dwie licencje: na chronometraż, czyli to co jest związane z pomiarami czasu na rajdach samochodowych, a druga to licencja sędziego ogólnosportowego, czyli wszystkie te pozostałe funkcje.

Długą drogę trzeba było przebyć, by to osiągnąć?

– Najpierw trzeba było zrobić licencję II stopnia, taką regionalną, uczestniczyć trochę w tych rajdach w regionie i pozbierać punkty.. Po 2 latach należało zdać egzamin na licencję I stopnia. Oczywiście tę licencję zdałem i jeździmy teraz wraz sędziami Autoklubu po wszystkich rajdach w Polsce. To imprezy różnej rangi. W zeszłym roku sędziowałem na Rajdzie Polski, który był 8 rundą Mistrzostw Świata WRC. Od wielu lat jestem w gronie sędziów obsługujących Baja Polska – rundę Mistrzostw Świata w Rajdach Terenowych…

… i dziś masz styczność z najlepszymi kierowcami na świecie. Zdarzyło Ci się kiedyś zatrzymać kogoś za nieregulaminowe rzeczy?

– Nie, przy rajdach tej rangi jak Mistrzostwa Świata czy Mistrzostwa Polski, kierowcy są bardzo wyczuleni na wszystkiego rodzaju zasady i ich nie łamią. My, jako sędziowie, bardziej nadzorujemy, żeby nie udzielana była np. pomoc zewnętrzna, bo kierowca ma prawo dokonać naprawy samochodu w chwili awarii, ale tylko tym, co ma w samochodzie i przy pomocy tych osób, które są w samochodzie.

Czyli pilota…

– Tak, czyli pilot i kierowca, tylko oni mogą dokonać naprawy. Trzeba jednak podkreślić, że na rajdach o długich odcinkach sędziowie nie stoją co 100 metrów. W takich przypadkach najczęściej sędziowie zabezpieczają te najbardziej newralgiczne punkty, tam, gdzie są wyjazdy z posesji, gdzie się zbierają grupy kibiców, gdzie są skrzyżowania z drogami publicznymi – tego się pilnuje, stawiamy na bezpieczeństwo.

W Polsce nie ma takich odcinków rajdowych, z jakimi mierzą się kierowcy podczas słynnego Paryż-Dakar.

– To prawda, ale podczas choćby Baja Poland, gdzie trasa odcinka ma około 180 km na Poligonie Drawskim, też mamy sporo pracy. Zwykle na trasie poligonu stoimy w punktach newralgicznych, w punktach przejazdów, tam, gdzie mamy łączność radiową, gdzie w razie wypadku mamy karetki, wsparcie, itd.

Zdarza się, że tacy kierowcy próbują się przypodobać sędziom?

– W zawodach mniejszej rangi to się zdarza, w większych rajdach już nie. Doświadczeni kierowcy znają już regulaminy, wiedzą, że przymilanie się nie zadziała. Jeśli sędziowie mają licencje I stopnia, to wiadomo, że mają doświadczenie, wypełniają swoje obowiązki tak, jak należy i nikt, nawet gwiazdy rajdowego świata, nie mogą liczyć na fory. Dla mnie, jako sędziego, nie jest ważne, czy po trasie jedzie kolega, czy ktoś, kogo nie znam. Sędziowanie często wynika z pasji, tak, jak w moim przypadku, myślę, że w 99% przypadków jest podobnie – to pasja sprawia, że jest się rajdowym sędzią. Nikt nie robi tego z przymusu i każdy z nas chce, żeby rajd był widowiskiem.

Nasz region ma potencjał motoryzacyjny i dobrych zawodników?

– Jestem zrzeszony w Autoklubie Szczecińskim i współpracuję z Automobilklubem Stargardzkim. Bywam na wielu imprezach i z pełną świadomością mogę powiedzieć, że mamy świetnych zawodników. Klaudię Podkalicką, która jest znanym kierowcą i jeździ w rajdach Baja, z dobrymi osiągnięciami. Z Gryfina na rajdy przyjeżdżają Andrzej i Błażej Czekanowie, oni także bardzo dobrze prezentują się na trasach rajdów. Jest też Mariusz Podkalicki, ojciec Klaudii, który teraz zajmuje się organizacją rajdów, a swego czasu był kierowcą rajdowym i też miał znakomite osiągnięcia w latach 80-tych. Tak… mamy spory potencjał motoryzacyjny w regionie i wielu zdolnych, młodych kierowców, których spotykam na KJS-ach.

Kiedyś mój znajomy, który również jeździł w rajdach, mówił mi, że rywalizacja to jedno, pasja to drugie, ale ważne jest to, że młodzi kierowcy na imprezach rajdowych nabierają doświadczenia i później jeżdżą bezpieczniej na drogach. To prawda? Przeświadczenie przeciętnego Kowalskiego jest inne: szaleją w rajdach i potem uważają się za bogów na drogach i myślą, ze wszystko im wolno… a to chyba tak nie działa…

– Tak, to prawda, istnieje takie przeświadczenie… zresztą często mylne. To jest chyba predyspozycja każdego z nas w ogóle. Jak byliśmy młodymi kierowcami, świeżo po zdobyciu prawa jazdy, wydawało się, że jesteśmy świetnymi kierowcami, że wszystko nam uda się. Życie to jednak brutalnie weryfikuje. Szczęście, jeśli to weryfikuje drobnymi stłuczkami, niestety bywa też, że dochodzi do poważniejszych wypadków i kończy się to śmiercią. Po to właśnie Autokluby w całej Polsce organizują KJS-y czyli najniższej rangi konkursowe jazdy samochodem tzw. „pojeżdżawki” Jedyne warunki jakie należy spełnić to posiadanie ubezpieczonego i sprawnego technicznie samochodu oraz prawa jazdy. Można przyjechać na taki KJS i sobie potrenować, sprawdzić swoje umiejętności. Na takich imprezach są odcinki, na których trzeba troszeczkę szybciej jechać, ale są odcinki, gdzie jest więcej pachołków, gdzie trenuje się technikę. Po takich dwóch czy trzech jazdach konkursowych człowiek już widzi, na co go stać, a przy tym zaczyna poznawać możliwości samochodu. Na amatorskich rajdach kierowcy mocniej duszą niż na ulicy, czasami trochę im auto ucieknie, czasami coś im nie wyjdzie i skoszą słupki, ale nabierają na trasie doświadczenia. W wielu przypadkach tacy kierowcy nabierają pokory i nie w głowie im później szaleć na drogach publicznych.

Sędziowanie to pasja, a na co dzień pracujesz przy budowie jachtów w Technologiach Tworzyw Sztucznych (TTS). Czym się tu dokładnie zajmujesz?

– Jestem Kierownikiem Działu Szlifierni, działu, który zajmuje się obróbką wszystkich elementów na różnych etapach produkcji jachtu.

Jak łączysz pracę z pasją?

– Z kierownictwem firmy i przełożonymi dogaduję się bez problemów. Jeśli wyjeżdżam na sędziowanie rajdu, który zwykle odbywa się w weekend, to ja i tak muszę być na imprezie szybciej – to są badania techniczne pojazdów, oznakowanie trasy i wiele innych zadań do wykonania. Zwykle nikt w pracy nie robi problemów i odpowiednio wcześniej zaplanowany grafik pracy pozwala mi na taki sędziowski wyjazd. Plan rajdów w kalendarzu PZM-otu jest znany na początku roku, więc jestem w stanie sobie rozpisać, jakie dni potrzebuję wolne od pracy. Wypisuję urlop i jadę.

Z jednej pracy do pracy?

– Ja w taki sposób na rajdy nie patrzę, choć przyznam, że aura bywa różna. Czasami godzinami stoimy w polu: marzniemy, pada deszcz, jest zimno, a my pilnujemy ludzi, żeby nie weszli na trasę, żeby było bezpiecznie lub stoimy w jakimś punkcie, gdzie trzeba dokumentację imprezy wypełniać, wiadomo… to musi być pasja.

A zdarzyło Ci się być sędzią na rajdzie i spotkać jako uczestnika innego pracownika TTS-ów? W tej firmie pracuje w końcu 800 osób i zapewne nie brakuje wśród nich pasjonatów motoryzacji.

– Nie, jeszcze się to nie zdarzyło. Niestety obecnie mamy specyficzny okres, gdy tu w okolicy maleje liczba rajdów. Szczecin, Stargard… tych imprez jest coraz mniej. Nie każdy z właścicieli terenu chce się zgodzić na takie rajdy uważając je za kłopot. Czasami, jeśli mówimy o rajdach na drogach publicznych, to wymogi policji są takie, że koszty organizacji przewyższają możliwości finansowe organizatorów. Szkoda, że to upada w naszym regionie, ale miejmy nadzieję, że z czasem znów tych rajdów w okolicy będzie więcej i że kiedyś spotkam kolegę z pracy w roli kierowcy podczas takiej imprezy.

Może TTS utworzy kiedyś swoją załogę i będziecie jeździć regularnie w rajdach?

– Wiem, że są na terenie naszego zakładu pasjonaci, którzy lubią terenową jazdę samochodem, którzy lubią szybką jazdę. Jeśli byłaby kiedyś taka chęć ze strony firmy, by zasponsorować jakąś załogę, to jak najbardziej, ja ze swojej strony mogę służyć chłopakom radami, przepisami, doświadczeniem, podpowiem, jak się przygotować i na co zwracać uwagę.

To drogi sport?

– Najwięcej kosztów pochłania samo przygotowanie samochodu do rajdu i na pewno nie są to małe koszty. Im ranga imprez, w jakich się startuje wyższa, tym koszty przygotowania auta są większe.

TTS organizuje dla swoich pracowników imprezy firmowe, pikniki rodzinne. Może to okazja, by zorganizować jakieś mini zawody i sprawdzić pasjonatów motoryzacji?

– Myślałem o tym przy okazji pikniku rodzinnego, jaki był w ubiegłym roku. Temat jest otwarty. Chciałem zorganizować samochód z trolejami – kołami zamontowanymi na tylnej osi, symulującymi jazdę w poślizgu i zrobić jakiś krótki tor przeszkód do przejechania na czas. Z trolejami łatwo się nie jeździ… Może się uda zorganizować takie zawody firmowe.